Reklama

Susza. Czy grozi nam brak wody w kranach? Jak z zasobami na naszym terenie?

Opublikowano: 31 lipca 2019 10:57
Autor:

Susza. Czy grozi nam brak wody w kranach? Jak z zasobami na naszym terenie?  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości

Reklama

 

W NAJNOWSZEJ "GAZECIE JAROCIŃSKIEJ": Na polach susza. W studniach obniża się poziom lustra wody. Wciąż borykamy się z brakiem opadów i wysoką temperaturą. Czy może zabraknąć nam wody?

 

 

Na początku czerwca Polskę obiegła informacja, że w prawie 50-tysięcznych Skierniewicach nagle zabrakło wody w wodociągach. Sytuację opanowano po kilku dniach, zrodziło to jednak pytania - czy w moim mieście może się to też zdarzyć?

 

Zobacz też: 50% gmin w Polsce zagrożonych jest suszą. Najgorzej jest w kukurydzy na ziarno!

 

Nie bez przyczyny dla Wielkopolski stosuje się określenie „stepowienie”, mówiąc o procesie, jakiemu ulega nasz rejon. Mieszkamy w regionie najgorzej wyposażonym przez naturę w opady (czytaj dalej w rozmowie z prof. Adamem Choińskim - przyp. red.) i jednym z najcieplejszych w porównaniu do całego kraju - dodatkowo plasującego się na szarym końcu w Europie pod względem zasobności w wodę powierzchniową. To jednak nie przeszkadza nam zużywać życiodajnego płynu coraz więcej. - Pobór wody z roku na rok wzrasta - potwierdzają nam urzędnicy wszystkich gmin Ziemi Jarocińskiej. A brak opadów powoduje, że wody w studniach głębinowych się nie odnawiają.

 

 

Czy powinniśmy się bać „suszy w kranach”? Co możemy zrobić, by do tego nie dopuścić? Czytaj nasz raport w najnowszym numerze "Gazety Jarocińskiej"

 

 

 

Wszystko wskazuje na to, że wody będzie coraz mniej

Rozmowa z prof. zw. dr hab. Adamem Choińskim, kierownikiem Zakładu Hydrologii i Gospodarki Wodnej UAM w Poznaniu

 

Mówi się, że Wielkopolska stepowieje. Jakie to ma znaczenie dla jej mieszkańców? Czy nasz rejon w jakiś sposób się wyróżnia od innych części Polski?

Ten termin pojawił się już kilkadziesiąt lat temu i nie dotyczy tylko wody, ale również świata roślin i zwierząt. Stosuje się go właściwie tylko w stosunku do Wielkopolski. To niestety wynika z tego, że matka natura nie dała nam za dużo opadów, powiedziałbym nawet przewrotnie - dała nam najmniej w kraju. Gdybyśmy wzięli ostatnie 50 lat i określili średnią dla Polski, wynosiłaby ona ok. 600 mm, natomiast Wielkopolska mieści się w obszarze poniżej 550 mm. Ktoś powie, że te 10% to co to jest? To jest bardzo dużo. Po drugie, Wielkopolska mieści się w strefie o wysokiej średniej temperaturze rocznej powietrza - powyżej 8 stopni. Inne regiony mają 6 do 8. Ten jeden, dwa stopnie więcej dużo daje, gdyż automatycznie mamy większe parowanie wody. Doskonałe dane są dla Kalisza - w ciągu półwiecza maksymalny opad wyniósł 721 mm, średni - 507, a minimum - 319. To pustynia prawie. Jeśli trafimy na taki rok, a myślę, że ten będzie zbliżony - to jest tragedia, brakuje już opadów w stosunku do Polski nie 10%, a 40%. Pod tym względem niestety Wielkopolska jest bardzo upośledzona. Gdybyśmy mieli rozpatrywać opady pod względem pór roku, to w okresie letnim również Wielkopolska ma najmniej opadów w skali kraju - poniżej 200 mm.

 

Jakie tendencje się obserwuje?

Tendencje opadowe nie są złe, gdyż opady są dość stabilne, nie ma ich zmniejszenia. Minus, który powoduje, że jest mniej wody, to jest niestety większa temperatura powietrza, która przyczynia się do parowania wód. Czyli, pomimo iż spadku opadów nie ma, to wody jest mniej. Temperatura powietrza drastycznie wzrasta. Najlepszy ciąg obserwacyjny mamy dla Warszawy - na przestrzeni 230 lat średnia temperatura roczna wykazała wzrost o półtora stopnia. To jest bardzo dużo, naprawdę. Ten wzrost obserwujemy także w temperaturze wód. Jezioro Sławskie, Powidzkie czy Gopło - w okresie pół wieku mamy wzrost temperatury wody powierzchniowej średnio o półtora stopnia. To jest ogromny wzrost. To nie chodzi już tylko o samo zjawisko, ale o rośliny i zwierzęta - one są bardzo czułe na skoki temperatur.

 

Ostatnio jednym z najczęściej powtarzanych słów określających to, co mamy za oknem, jest: susza.

Trzeba powiedzieć, jakie mamy susze. Może to być susza atmosferyczna, czyli mamy mało opadów. Jeśli nie ma długo tych opadów, pojawia się następny rodzaj - susza glebowa, no i to pięknie widzimy na polach, jakie karłowate i wysuszone są rośliny. Następny etap to jest susza hydrologiczna, która objawia się tym, że mamy mniej wody w rzekach i mniej wody w jeziorach...

...wchodząc w słowo - rolnicy zgłaszają obniżenie poziomu wody w studniach...

...i czwarty rodzaj - hydrogeologiczna, czyli wód podziemnych.

Jarocin i cała okolica czerpie wodę z takich złóż głębinowych.

W studniach - tak jak pani mówi, że obserwują ludzie obniżenie lustra wody - jest ten pierwszy poziom wodonośny, najbardziej czuły, bo zasilany bezpośrednio opadami atmosferycznymi. Poziomy głębsze - mówię tu o tych mioceńskich, z których Jarocin ma wodę, one są również zasilane opadami, ale nie tak bezpośrednio.

Pytanie, czy te poziomy głębsze, wodonośne - to jest studnia bez dna?

To nie jest studnia bez dna. Na pewno zasoby nie wyczerpią się, jeżeli nawet susza będzie trwała miesiąc czy dwa, ale będą coraz mniejsze. Czy można wyłowić wszystkie ryby z Bałtyku? Nie, praktycznie coś zawsze zostanie, ale nastąpi przełowienie i będzie ich bardzo mało. Tak samo jest z wodami podziemnymi.

Wróćmy jednak do temperatury. Analizowałem z kolegami temperaturę z różnych stacji rozmieszczonych wzdłuż całej Warty - w ciągu pół wieku temperatura powierzchniowa wód rzeki wzrosła - w zależności od stacji - od pół do półtora stopnia Celsjusza.

 

Co to oznacza?

Mówimy o ociepleniu. Piękny symptom widać w pokrywie lodowej na jeziorach - Gopło, Biskupińskie, Powidzkie i inne - mamy dane z pół wieku. Długość zalegania pokrywy lodowej jest coraz krótsza. W ciągu pół wieku to jest mniej więcej 10 do 20 dni. To jest naprawdę drastyczny spadek. Maksymalne grubości pokrywy lodowej również we wszystkich jeziorach spadają. No to świadczy ewidentnie o tym, że niestety, ale to ocieplenie postępuje. No, pomstować można, ale lepiej zadać pytanie: jak tę wodę oszczędzić?

 

No właśnie, co w tym zakresie możemy zrobić?

Pierwszą możliwością redukcji poboru jest oszczędność. Jedna kropla cieknie z kranu na sekundę - co to nam da? Mówimy o jednym kranie, a w mieście takich kranów jest troszkę więcej. W ciągu godziny to jest ponad litr wody, w ciągu doby - 26 litrów, w ciągu roku - prawie 10 metrów sześciennych. To jest 10 ton wody, z kropli wody na sekundę. Ktoś wzruszy ramionami i powie, a tam, niech sobie cieknie. Ale już nie wzruszy ramionami, jak przeliczy to na złotówki, dla np. Warszawy ta kropla wody daje nam 100 do 110 zł, a uszczelka kosztuje 50 groszy. To jest tylko kropla w jednym kranie, a ile jest w takim kilkudziesięciotysięcznym mieście spłuczek z cieknącą strużką wody? To jest astronomia już. Ja tylko daję przykład jednego gospodarstwa domowego.

Można jeszcze wodę retencjonować, gromadzić w okresach nadwyżkowych, ale na to trzeba mieć pieniądze. Niedawno do druku oddałem książkę pod moją redakcją „Wody Wielkopolski”, wyd. naukowe UAM, tam między innymi proponuję, wręcz określam, ile można wody zgromadzić w jeziorach, tylko podpiętrzając je. Średnia głębokość jezior w Wielkopolsce wynosi 4,7 m, jeśli podpiętrzymy je o pół metra, mamy nieprawdopodobną objętość tej wody. To są miliony metrów sześciennych. To jest wspaniała możliwość złapania wody - tylko to by trzeba było z głową robić.

 

Jeśli nie będziemy oszczędzać wody, to jeśli jeszcze nie my, któreś pokolenie po nas może się z tym problemem braku wody spotkać?

Jeżeli temperatura podniesie się jeszcze o 1 stopień - wody będzie coraz mniej. Ba, nie wiemy, jaka będzie tendencja opadów. Na razie - mówię o naszym regionie - jest stabilna, ale jeśli jeszcze dołoży się spadkowy trend wód opadowych, to ja nie wiem, co będzie w przyszłości za lat 100. To jest naprawdę bardzo trudno przewidzieć, ale wszystko wskazuje na to, że niestety wody będzie coraz mniej.

 

Wielkopolska rolnictwem stoi, mamy dużo gospodarstw wielkopowierzchniowych i takich wyspecjalizowanych w hodowli zwierząt. Jaka jest przyszłość dla tych rolników?

Jadąc niedawno pociągiem myślałem o tym, patrząc na kukurydzę, taką rachityczną, niedoszłą... czy na zboże...

 

I co roku się te straty liczy. Może czas pomyśleć o jakiejś zmianie specjalizacji?

Tylko że przyroda jest tak nieobliczalna. Mówimy o tendencji, ale czy ona będzie? Mamy mądre głowy, komputery - czy ktoś przewidział, że w 1997 roku centrum Wrocławia będzie pod wodą w powodzi tysiąclecia? Czy ktoś w USA potrafił przewidzieć, że Nowy Orlean będzie pod wodą? Jeśli weźmiemy „Kronikę klęsk elementarnych w średniowieczu”, przeczytamy, że wiosną około 1400 roku w okolicach Torunia w korycie Wisły wypasano krowy, bo nie było wody. My zbyt krótko żyjemy, dość krótkie są obserwacje i zbyt dużo nie wiemy.

 

Czyli co - ta „histeria medialna” dotycząca zmian klimatu i braku wody jest przesadzona? Powinniśmy się tym przejmować czy nie?

Przejmować się powinniśmy i robić to, co można robić. Mówimy o emisjach. Bez sensu jest rozmowa o tym w Europie, jeśli Stany i Chiny „dają” 70% w powietrze, a Europa 10%. To na Chińczyków trzeba wpłynąć. Polska w tych 10 europejskich procentach jaki ma udział? A tu wielkie larum, że jakiś kraj dymi. Europa tego zła robi bardzo mało.

 

Wracając jeszcze do opadów - co pan sądzi o tym, żeby już na poziomie samorządów zaczęto myśleć o gromadzeniu deszczówki, a także o jej wykorzystaniu przez mieszkańców?

No dobrze by było zrobić taki zbiornik rezerwowy np. do podlewania ogrodów. Przecież to jest czysta woda, z nieba spada. Tylko by trzeba było wziąć kilku speców z różnych dziedzin - technicznych, hydrologicznych, ekonomicznych. Wtedy można ustalić, co z tą wodą robić, jak robić, jak ją później rozprowadzić. Właśnie dlatego, że jest jej mało, trzeba się nauczyć ją wykorzystywać. Kiedyś rzeki były kręte, ta woda wolniej spływała, doliny rzeczne były zabagnione, te doliny były zatarasowane drzewami, ta woda bardziej stagnowała, tak szybko nam nie uciekała, były większe powierzchnie leśne. Polska jeszcze jest szczęśliwym krajem, bo w porównaniu do Europy Zachodniej mamy dużo natury. Widziałem w Słubicach - po niemieckiej stronie rzeka wybetonowana, po polskiej brzegi naturalne.

 

Ale tendencje się zmieniają - właśnie w Jarocinie po remoncie stawu wybetonowano jego brzegi i wybetonowano koryto rzeczki. Jak to się ma do tego, że powinniśmy tę wodę zbierać?

To jest prosty przykład - im bardziej śliski brzeg, tym szybciej woda odpłynie. Czy to są rzeczki? To są bardziej kanały.

 

Czyli należałoby pozwolić naturze się panoszyć, niż ją regulować?

Znajomy profesor zawsze powtarzał: „natury nie udoskonalimy”. Co prawda miał na myśli makijaże, ale nie tylko - samą przyrodę, ona jest tak genialna, no nikt nie wymyśli nic piękniejszego od motyla czy wybarwienia kwiatów. Tak samo jest z wodą, która powinna naturalnie cyrkulować. Przez ostatnie stulecie człowiek zrobił co zrobił i mamy efekt. I nie wiem, czy tę przyrodę udoskonalił aż tak bardzo, chyba nie.

 

Szanowni Internauci. Komentujcie, dyskutujcie, przedstawiajcie swoje argumenty, wymieniajcie poglądy - po to jest nasze forum i możliwość dodawania komentarzy. Prosimy jednak o merytoryczną dyskusję, o rezygnację z wzajemnego obrażania, pomawiania itp. Szanujmy się. Również w sieci. 

 

 

 

 

 

 

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (2)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

  • 2 lata temu | ocena +0 / -0

    Marek

    Wodę trzeba zatrzymać w zbiornikach a nie pozwalać by coraz szybciej spływała do morza no bo koryta rzek są prostowane i często tak jak w Kazimierzu Dolnym całe wybetonowane.U nas jest jeden zbiornik w Roszkowie, ale miał być drugi w okolicach Hilarowa. Może warto wrócić do tej koncepcji? Wnioski by mniej pić i nie myć się na pewno się nie obronią.

  • 2 lata temu | ocena +2 / -0

    Olga

    Na myjniach samochodowych suszy nie widać.