R E K L A M A
ARTYKUŁY OGŁOSZENIA FIRMY
R E K L A M AA1 - BS Jarocin
R E K L A M A

Wstaje codziennie z łóżka z poczuciem, że kocha swoją pracę

› Aktualności› Wydarzenia 9 dni temu    7.11.2018
Redakcja
komentarzy 0 ocen 3 / 67%
A A A
 fot. Materiały organizatora

Jarocin. Liceum. Goście na 100-lecie Liceum im. T. Kościuszki w Jarocinie.

 



W tym roku szkolnym edycję "100 spotkań na 100-lecie" związaną z rocznicą powstania jarocińskiego liceum otworzył adwokat Piotr Ruszkiewicz, absolwent z 2002 roku. 

Zwracając się do licealistów zainteresowanych studiowaniem prawa powiedział:

R E K L A M A

 

- Zachęcałbym was, by już w czasie studiów podjąć praktykę w kancelarii, żeby mieć kontakt z zawodem. I dodał: - Idźcie do kogoś, kto może będzie wam mniej płacił, ale was więcej nauczy. Ja pracowałem u jednego z trzech „topowych” adwokatów. Mój patron (opiekun aplikanta - przyp. red.) po 10 minutach rozmowy wiedział wszystko, co było ważne. Miał niebywałe wyczucie sprawy. Jego zdaniem zawód prawnika to świetna praca dla osób kreatywnych, które lubią kontakt z ludźmi. - Każdy klient, każda sprawa jest inna - stwierdził.

 



Rozmowa z Piotrem Ruszkiewiczem, absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Jarocinie z roku 2002

Kim chciał pan zostać, zanim trafił pan do liceum?

Nie miałem planów życiowych w szkole podstawowej. Wiedziałem tylko, że chcę iść do „ogólniaka”. A profil tego, co będę robić w przyszłości, tak naprawdę ukształtował się dopiero na etapie drugiej, trzeciej klasy licealnej. Miałem taki plan, aby iść do szkoły wojskowej, ale okazało się, że w szkole oficerskiej, do której chciałem pójść, nie ma naborów i nie będzie przez kilka lat. Wtedy od mojego matematyka prof. Krysiaka dowiedziałem się, że nadawałbym się na adwokata ze względu na to, że jestem wygadany.

Dobrze wspomina pan szkolne czasy?

Bardzo dobrze. Ja zawsze byłem taką osobą, która była na korytarzu rozpoznawana. Byłem znany z pseudonimu, nie z imienia i nazwiska. Miałem kiedyś taką sytuację, kiedy moja młodsza siostra poszła do liceum, to ktoś się jej zapytał, czy ma jakieś rodzeństwo tutaj. Zapytała: A "Gruchę" znasz? i oczywiście ta osoba znała.

Jak pan ocenia nauczycieli?

Miałem wybitnych profesorów. Wiadomo pani Bronisława Włodarczyk, która jest „ikoną” tej szkoły. Poza tym pan profesor Władysław Krysiak od matematyki, wychowawczyni Ewa Rose i jednocześnie nauczycielka biologii, pani profesor Anna Link-Oleksy od języka niemieckiego, profesor Roman Madej od geografii... Lekcje z nimi wspominam najlepiej, mimo że były to bardzo trudne przedmioty. Są to mistrzowie w swoim fachu. Życzyłbym uczniom takich nauczycieli, jakich ja miałem. Nie chciałbym nikogo pominąć, bo wszyscy, którzy mnie uczyli są wspaniałymi osobami, wybitnymi pedagogami, ale Ci Profesorowie byli i są najbliżsi mojemu sercu i temu, co stało się ze mną w przyszłości.

A klasę?

Byłem w klasie przewodniczącym, więc powiem, że były w klasie sympatie i „niesympatie”. Nie da się być lubianym przez wszystkich. Byłem osobą trochę kontrowersyjną, jeśli chodzi o swoje postępowania i przywileje, jakie przysługiwały mi w związku z byciem przewodniczącym. Byłem nim przez cztery lata. Z niektórymi kolegami utrzymuję przyjacielskie kontakty do dzisiaj, a z niektórymi jest to tylko zwykłe: „Cześć!”. Uczciwie mówiąc - była część klasy, która mnie lubiła i część, która już niekoniecznie za mną przepadała. Tak zawsze jest. Jest to element życia każdego z nas. Wszystkich jednak swoich kolegów i koleżanki z czasów liceum szanuję i każdemu coś zawdzięczam.

Miał pan dobre oceny, ale nie dostał się pan na studia dzienne. Co było tego przyczyną?

Nie wierzyłem w siebie. Nie uczyłem się do egzaminu wstępnego, podszedłem do niego absolutnie lekceważąco. Moje marzenie o byciu adwokatem było dla mnie tak abstrakcyjne. Pochodziłem z normalnej, średniozamożnej rodziny. Oczywiście nigdy niczego nam nie brakowało, ale nie wierzyłem w to, że mogę. Dostałem się na studia zaoczne. Jedynym warunkiem, aby się na nich znaleźć, było to, aby za nie zapłacić. Utrzymać się jednak na studiach prawniczych to jednak zupełnie inna historia, tym bardziej gdy studiujesz, a w tygodniu chodzisz do normalnej pracy, pracy nie związanej z zawodem.

Z czym kojarzą się panu studia?

Dla mnie okres studiów to były wyjazdy do Poznania. W międzyczasie jeszcze doszła jakaś praca. Pracowałem w szpitalu, na weselach, więc dla mnie ten czas był czasem ciężkiej pracy i ogromnego wysiłku. W tygodniu zarabiałem, a po pracy uczyłem się, ponieważ wówczas na prawie była sesja ciągła. Nie chciałem mieć 15 egzaminów w maju i czerwcu, więc zaliczałem co miesiąc jeden egzamin. Do każdego egzaminu uczyłem się średnio po 3 tygodnie. W rezultacie studia skończyłem z czwórką z plusem na dyplomie, a wszystkie egzaminy zaliczyłem w niecałe 4 lata. Dla mnie studiowanie było czymś innym niż dla moich kolegów i koleżanek, bo nie tylko studiowałem, ale i pracowałem, aby na te studia sobie zarobić. Nie miałem więc wtedy takiego typowego życia studenckiego.

Co się działo po studiach?

Kontynuowałem swoje „czarnowidzenie”. Ciągle myślałem, że nikt mi nie pomoże i że nikt nie przyjmie mnie do pracy. Aby dostać się do kancelarii, trzeba było mieć doświadczenie, którego ja nie miałem, bo na studiach musiałem pracować zarobkowo, a praktyki w kancelariach były bezpłatne, a do tego dochodziłby koszt mojego mieszkania w Poznaniu, na który to moi rodzice nie mieli pieniędzy. Żeby pracować w sądzie, to też należało mieć mocne argumenty, czyli doświadczenie i praktykę. Poza tym uzyskanie pracy w Sądzie przez studenta prawa jest - chyba nawet do dziś - dla mnie czymś bardzo trudnym. Pierwszy rok po studiach sobie odpuściłem. Niby szukałem kancelarii i wysyłałem CV, ale autentycznie cały czas nie miałem tej chęci. Szukałem usprawiedliwienia w otaczającym mnie świecie, i wszelkimi możliwymi sposobami tłumaczyłem sobie i bliskim dlaczego mi się nie udaje. Wtedy też postanowiłem, że pojadę do Anglii, nauczę się języka i otworzę sobie tę drogę do dużej kancelarii w Warszawie. Było to wtedy, gdy dostałem bardzo niskie noty w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej w jednej z warszawskich kancelarii. To był moment przełomowy, bo wtedy dotarło do mnie to, że wszystko jest w moich rękach. Wróciłem na tor, na którym byłem w pierwszej klasie liceum na lekcji języka niemieckiego. Rozpoczynając swoją naukę w liceum miałem największy problem z językiem niemieckim. To z tego przedmiotu miałem na półrocze 2. Ale ten kubeł zimnej wody u piątkowego ucznia był tylko motywacją do cięższej pracy. Ostatecznie już w 3 klasie byłem chyba jednym z wyróżniających się z tego przedmiotów uczniów w klasie. Wtedy też, po powrocie z Warszawy zmieniłem podejście do swojej przyszłości i zacząłem się uczyć, ale tak naprawdę, tak dla siebie i nie dla rodziców czy dziewczyny, dla siebie. Dopiero wtedy, gdy udało mi się zmienić tok myślenia, dostałem pracę. Bardzo się jej poświęciłem, bo aby dostać pierwszą pracę wyprowadziłem się aż do Częstochowy, gdzie nikogo nie znałem. Wypracowałem sobie staż, który pozwolił mi z Częstochowy wrócić do Poznania. Praca ta nie była łatwa. Cały czas musiałem pokazywać się osobom, które de facto zaryzykowały tym, że mnie przyjęły i płaciły mi pieniądze za tę pracę. No i tak zostało. Takim najbardziej przełomowym momentem w mojej „karierze zawodowej” było zrozumienie tego, że mogę wszystko, tylko muszę chcieć tego całym sobą i tylko i wyłącznie ja muszę tego chcieć, że nie mogę realizować marzeń o mnie moich rodziców i siostry, tylko swoje.

Jak wyglądała pana pierwsza sprawa? O czym była?

Była to sprawa u mojego patrona, lecz nie pamiętam dokładnie czego dotyczyła. Otrzymałem od niego akta. Dowiedziałem się, że idę następnego dnia na rozprawę. Siedziałem do 2:00 i tę sprawę obczytywałem. Robiłem sobie notatki, aby być do tej sprawy przygotowany. Były to notatki ze stanu faktycznego oraz z przepisów, na których ta sprawa się opierała.

Co w zawodzie adwokata daje największą satysfakcję?

Podam to na przykładzie. W zeszłym tygodniu sąd rozpoznawał zażalenie, które złożyłem w sprawie mojej klientki (będącej w tym procesie pokrzywdzoną). Pojechałem na rozprawę i przedstawiłem swoją mowę. Sąd uwzględnił to zażalenie i uchylił niekorzystne postanowienie prokuratury. Od razu zadzwoniłem do klientki, a ona popłakała się przez telefon. Powiedziała, że jestem jej mistrzem. Później dostałem od niej jeszcze SMS-a z bardziej wewnętrznym podziękowaniem i podkreśleniem, jak bardzo jej pomogłem. To są momenty, kiedy czuję się potrzebny. Inną taką sprawą, która utkwiła mi w głowie, był proces, który prowadziłem od 2012 roku. Przegraliśmy go we wszystkich możliwych instancjach. Napisałem skargę do Sądu Najwyższego i sąd „zmiażdżył” poprzednie wyroki. Sprawa ta w tym roku wróciła do momentu sprzed sześciu lat. Oczywiście nie jest ona zakończona, bo ruszyła od nowa. Była to historia pani, która miała zostać wyrzucona ze swojego domu. Chcieli ją eksmitować. Kobieta popłakała się ze szczęścia. Powiedziała, że nie wie, jak mi dziękować. Szczęście osób, którym udaje się pomagać, to dla mnie rzecz bezcenna. Prowadzę też bardzo dużo spraw z tzw. „urzędu”, za które wynagrodzenie jest minimalne, a angażuję się w taki sam sposób. Jestem inicjatorem i koordynatorem wielu akcji, których istotą jest pomaganie ludziom bez wynagrodzenie tzw. „pomoc pro publico bono”. Bycie adwokatem to nie tylko luksusowe życie, bo dziś tak to nie wygląda. Dziś bycie adwokatem to przede wszystkim ciężka praca, do której wykonywania potrzebuję wsparcia mojej rodziny. Bez pomocy i wyrozumiałości (i to przez duże W) moich bliskich, dziewczyny, dzisiaj żony i dzieci nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem teraz. To dzięki nim i dzięki pracy, jaką wykonuję, codzienne wstaję z łóżka z myślą, że kocham to co robię i tych, z którymi to robię.

Podczas spotkania wspomniał pan o zasadach etyki adwokackiej. Nie sądzi pan, że są one czasem "przesadzone"?

Nie da się zbudować autorytetu osoby, nie okazując szacunku dla innych. Nie można wzbudzić swoją osobą uznania wobec kogoś, jeżeli nie będzie się szanowało tej osoby. Dlatego uważam, że zasady etyki muszą być spisane i przestrzegane. Etyka jest niegroźna dla tych, którzy z domu wynieśli podstawowe zasady dobrego wychowania. Do nich bowiem dochodzą pewne reguły zachowania wewnątrz samorządu, względem kolegów i koleżanek czy sądów i instytucji. Proszę mi wierzyć, i mówię to jako zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Wielkopolskiej Izby Adwokackiej w Poznaniu, zasady etyki są bardzo ważnym elementem życia zawodowego, ale i codzienności. Obowiązują one bowiem tak w życiu zawodowym, jak i prywatnym każdego adwokata. Oczywiście można dyskutować nad ich dostosowaniem do współczesności, bo kodeks ten jest już stary, ale to raczej w obszarze innym niż godność adwokata, czy zasady kultury osobistej. Adwokat to osoba, która ma autorytet. Dzisiaj być może coraz mniejszy ze względu na pauperyzację tego zawodu, ale jednak autorytet, którego ja uważam, że powinna bronić tylko i wyłącznie swoją postawą i człowieczeństwem.

Co warto doradzić młodej osobie, która chciałaby zostać prawnikiem bądź adwokatem?

Najważniejsze, żeby ta osoba chciała być adwokatem, ale sama, wewnętrznie, dla siebie i tylko dla siebie, dla misji, jaką jest wykonywanie zawodu adwokata. U mnie mama bardzo chciała, żebym został adwokatem. Gdybym nie uwierzył w siebie, nic bym nie zdziałał. Jeśli ktoś sam sobie nie odpowie w sercu, co chce robić, to ta osoba nigdy tym prawnikiem czy adwokatem nie zostanie. A nawet jeśli, to będzie jej ciężko pokochać tę pracę i nigdy nie będzie ona sprawiała jej tyle satysfakcji jak wtedy, gdy decyzja o tej drodze życiowej popłynie z serca. Ja kocham to co robię i kim jestem z zawodu. Odpowiadając na pytanie to powiedziałbym, że aby zostać adwokatem to wystarczy chcieć i być zdeterminowanym, żeby to robić, a także liczyć się z tym, że to bardzo ciężka. Jak to powiedział bodajże Jan Paweł II „Wy byście wszystko mogli mieć, gdybyście tylko chcieli chcieć."

Rozmawiał Eryk Kaczmarek

 

Już jutro, w środę 8 listopada, liceum odwiedzi absolwent z 1995 roku, Arkadiusz Namysłowski, Więcej zobacz TUTAJ

R E K L A M A
R E K L A M A
+ 2 głosów: 3 (67%) 1 -
dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
R E K L A M A
R E K L A M A