ARTYKUŁY OGŁOSZENIA FIRMY
R E K L A M A
R E K L A M AAkademia Krasnali
R E K L A M A

Australia płonie. Jarociniacy także walczą z żywiołem.

miesiąc temu    17.01.2020
Mariola Długaszek
komentarzy 1 ocen 1 / 0%
A A A
 fot. Roman Konieczny

Płomienie sięgały wysokości 17 piętra Australia płonie. Na kontynencie mieszkają Jarociniacy. Ich miejsce na ziemi zamieniło się w piekło.

Rom Koneski, po polsku Roman Konieczny urodził się w Australii mieszka w Orbost. Miasto znajduje się we wschodniej Wiktorii, 400 kilometrów od Melbourne. Pali się jego miejsce na Ziemi. Pozostaje w kontakcie ze swoją rodziną w Jarocinie, Noskowie i Golinie. Przesyła zdjęcia i opowiada o rozmiarze tragedii, którą nam może być trudno sobie nawet wyobrazić.

R E K L A M A

 

Koniec grudnia i początek stycznia, był tragiczny. Ogień sięgał 50 metrów, to tyle co siedemnasto piętrowy blok. W Jarocinie najwyższy ma siedem pięter. Tylko deszcz jest w stanie coś zmienić. Strażacy nie mogą ugasić płomieni. Jeśli wiatr się zmienia, to pożar w jednej chwili przechodzi w inne miejsce. Mogą tylko próbować kontrolować sytuację i pomagać ludziom.



Musieliśmy zostawić wszystko

 

Dziewiątego stycznia o godz. 15.00 temperatura wynosiła 41 stopni, a o godz.18.00 spadła do 26C. Nie było wiatru, ale w jednej chwili sytuacja mogła ulec zmianie. Wtedy trzeba będzie uciekać, zostawić dom i dobytek. Ratować życie po prostu. Najgorszy był koniec roku.

 

 

- Wszyscy teraz mówią, że w tym roku przegapiliśmy Sylwestra.- wspomina Rom.- W kraju nie było uroczystości. W nocy z 30 na 31 grudnia nie spaliśmy w naszym domu, ponieważ było ostrzeżenie o ataku żaru. Płonących liści, które spadają z nieba, są bardzo niebezpieczne. Przerażająca noc.

 

 

Teściowa Roma była ewakuowana z Orbost do domu opieki w Sale helikopterem wojskowym. Oprócz ognia ogromnym zagrożeniem jest dym, znacznie utrudniający oddychanie. Razem z nią zostało ewakuowanych dwanaście osób.

 

- Moja żona – opowiada Rom- jest po przeszczepie serca. Musieliśmy opuścić dom i wyjechać, bo nie mogła oddychać. Uciekliśmy w stronę Melbourne. Cztery i pół godziny drogi od domu. Powrót był możliwy po sześciu dniach. Wtedy sytuacja trochę się poprawiła - dodaje.

 

Obecnie najgorzej jest w miasteczkach Club Terrace, Combienbar, Cann River i Mallacoota znajdujących się na wschód od Orbost. Miejsca zamieszkania Roma. Ludzie nie mają tam od dwóch tygodni prądu. Są odcięci od świata. Jedzenie i woda jest im dostarczana łodziami i z powietrza. Marynarka wojenna ma w gotowości dwa statki, ewakuujące w razie potrzeby ludzi z Mallacoota. Śmigłowce interweniują również z rzeki Mallacoota Cann i Combienbar. Oprócz pożaru dotarcie do miejscowości utrudniają powalone drzewa.

 

- W tym regionie było bardzo źle, 60 domów się spaliło - opowiada Rom. - Ludzie musieli uciekać helikopterem, łodziami, czym się dało. Ewakuowano cztery miasta. Mieszkańcy znaleźli bezpieczne schronienie 100 km od domów. Tam na stadionie przygotowano dla nich pomoc. Otrzymali łózko i jedzenie. Część już wróciła, ale niektórzy jeszcze nie są w stanie. Znajomy Roma, ma dom i ziemię, kilometr od Orbost. Mieszka tam siedemnaście lat. Był w domu jak pożar się rozszalał. Myślał, że to już koniec. Płakał z rozpaczy, mówiąc, że nie będzie miał siły ponownie tego przeżywać. Wiatr zmienił kierunek i to go uratowało. Wszyscy czekają na deszcz... Nadal jest gorąco, a to nie poprawia sytuacji.

 

Przez rok prawie nie padało. Tylko opady są w stanie zatrzymać żywioł. Jest bardzo sucho. Nie wiadomo, co będzie dalej z pożarem, w którą stronę się rozwinie. Ludzie starają jakoś sobie radzić, pomagać. W najgorszym momencie przez 2-3 dni nie dowozili do sklepu chleba, ani mleka. Rom miał kilka zmrożonych bochenków, podzielił się z sąsiadami. Mimo dotkliwej suszy i pożarów ceny jedzenia w sklepach nie uległy zmianie.

 

Naukowcy szacują, że w pożarach zaginęło przeszło 500 000 000 ptaków i zwierząt.

 

Ostatni podobny pożar miał miejsce trzydzieści lat temu. Pożary buszu są częścią życia w Australii. Tubylcy od zawsze wypalali go w chłodniejszych miesiącach. Nazywa się to „oparzeniem zimnym” i spala się wtedy tylko las, a ptaki i zwierzęta mają dużo czasu na ucieczkę. Później rosną nowe trawy i kwiaty, wracają ptaki i zwierzęta. Obecna sytuacja w Australii spowodowana jest nie tylko ekstremalnie wysokimi temperaturami, ale także suszą, która nasila się z upałami. Zmiany klimatyczne jakie zachodzą z roku na rok, pogarszają istniejący stan rzeczy.

 

+ 0 głosów: 1 (0%) 1 -
    dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
    Komentarze (1)

    Serwisy internetowe jarocinska.pl, zpleszewa.pl, rawicz24.pl, gostynska.pl, krotoszynska.pl nie ponoszą odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze nie są moderowane. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane zgodnie z postanowieniami Regulaminu.

    dodaj komentarz› pokaż według najstarszych
    ~ gminnik
    29 dni temu 1
    To gdzie ci jarociniacy? Bo w tekście jest tylko jeden Australijczyk, którego rodzina pochodzi z Polski.
    odpowiedz oceń komentarz
    wpisy tej osoby zgłoś do moderacji
    R E K L A M A